TAAAKIE ŻYCIE

A TY KOCHASZ KOGOŚ?

Ławeczka na pl. Grunwaldzkim To było ciepłe, letnie popołudnie. Rok temu, może dwa… Słoneczne promienie rozświetlały szczecińskie ulice. A ja jak zwykle gdzieś podążałam. Dokąd – nie pamiętam. Ja zawsze gdzieś pędzę, czasami zapominając o chwili zatrzymania się. Tak dla samej siebie.

Tym razem to sam mój organizm doprosił się o króciutki odpoczynek.

No dobrze. Łyk wody i lecę dalej.

Usiadłam na wolnej ławeczce. Plac Grunwaldzki tak pięknie ożywa wraz z nadejściem ciepłych dni. Ludzie spacerują, starsi panowie rozgrywają niekończące się partie szachów.

Jejku, jak ładnie – pomyślałam. Ale trzeba lecieć dalej.

Szukałam jeszcze czegoś w swej torebce bez dna, kiedy usłyszałam pytanie:

– Czy mogą usiąść obok Ciebie panienko?

Spojrzałam w górę i zobaczyłam eleganckiego starszego pana.

Proszę bardzo. Ja i tak zaraz uciekam.

– Aha – westchnął, a jego spojrzenie nagle posmutniało.

– Wiesz panienko. Jeszcze niedawno przychodziłem tu ze swoją ukochaną żoną. Hanna miała na imię. Uwielbiała to miejsce. Siadywaliśmy tutaj razem. Czasami szedłem tam do kolegów na krótką partyjkę, a ona siedziała tak jak Ty, czytając książkę. Uwielbiała rosyjską literaturę. Dostojewski, Tołstoj. Ich powieści czytała po kilka razy. I nigdy jej się nie nudziły. Tylko powtarzała, że ta Anna Karenina to głupia była. Tak od razu pod pociąg się rzucać? Przecież życie jest takie piękne – często mi to powtarzała. Mówiła Henryczku – nie martw się. Wszystko będzie dobrze. A ja jej wierzyłem. Byliśmy tacy szczęśliwi. Chociaż panienko, kłócić się to my też potrafiliśmy. Charakterna z niej kobieta była. A i ja czasem taki uparty byłem. Jak osioł. A co się kłóciliśmy? O duperelki kochana. O duperelki. A, że to naczynia brudne. A to, że nie wyrzucam starych gazet. I po co to wszystko było? Te kłótnie, sprzeczki? Tyle czasu na to zmarnowaliśmy. Tyle gorzkich słów w gniewie sobie wypowiedzieliśmy. I na co to wszystko?

Tylko szachów brak...

Nic nie mówiłam. Tylko słuchałam. A pan Henryk opowiadał dalej…

– Nigdy nie zapomnę tego dnia panienko. Było tak ładnie na dworze, jak dziś. Mieliśmy właśnie wychodzić żeby usiąść na ulubionej ławeczce. Hania tylko wróciła się do salonu po książkę, a ja czekałem w drzwiach. I nagle usłyszałem jak upada na podłogę. Hania, Haneczko – co ci? – krzyczałem. Obudź się kochana. Wstań proszę. Płakałem. Sąsiad idący po klatce zobaczył, że coś się dzieje i wszedł przez otwarte drzwi. Zadzwonił po karetkę. A ja tuliłem ją i całowałem po policzku. Obudź się proszę. Błagałem, prosiłem, modliłem się. Ale Bóg nie usłuchał mych próśb. Zabrał mi ją. Tak po prostu. Była i już nie było. Zawał. Cholerny zawał. Skarżyła się czasem, że coś ją tam przy mostku pobolewa. Poszła nawet z tym do lekarza, ale dowiedziała się tylko, że przecież młodsza już nie będzie i to normalne w jej wieku. Teraz to bym tego lekarza za jaja powiesił. Nawet nie skierował jej na dalsze badania. A ja choć niby tak uparty, to odpuściłem i nie nalegałem, aby poszła do innej przychodni.

W przyszłym tygodniu minie rok. Wiesz co to znaczy rok samotności? To chyba najgorsza męka. Tak to ona zawsze była obok. Miałem z kim porozmawiać, do kogo się przytulić. Nawet pokłócić się z kim było. Gdyby nie mój syn, to bym chyba się powiesił. Nawet rozglądałem się za sznurem. Takim mocnym, co by mnie utrzymał, bo kawał chłopa przecież ze mnie. Ale opamiętałem się. Gdybym to zrobił, to Hania urządziłaby mi piekło na tamtym świecie. Kiedyś mi powiedziała, że jakby jej zabrakło, to mam żyć i być szczęśliwym. Śmiałem się, bo zapytałem się czy romansować też będę mógł. A ona odpowiedziała, że jeżeli inna kobieta mogłaby dać mi szczęście, to żebym z tej szansy skorzystał. Bo przecież prędzej czy później i tak kiedyś będziemy znów razem. Bo miłość nie tylko łączy ciała, ale dusze też. Ech, mi tam jednak żadne romanse nie w głowie. Tylko karmienie gołębi mi pozostało…

Gołębie...

Ale się rozgadałem. Wybacz, ale w sumie nikomu wcześniej tak się nie zwierzyłem. Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem Ci w planach – powiedział, wstając z ławeczki.

– Nie, dziękuję, że podzielił się pan ze mną swoją historią. Wspaniałą kobietą była pana żona.

– Tak, to prawda. Jeszcze raz dziękuję za rozmowę.

Zrobił kilka kroków, ale odchodząc zadał mi jeszcze jedno pytanie.

– A Ty kochasz kogoś panienko?

– Tak. I to bardzo – odpowiedziałam szczerze.

To każdego dnia zakochuj się w nim na nowo, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zabraknie następnego poranka spędzonego razem.

Data publikacji: 08.04.2016.

  • Nature by Me

    Aż mi się łezka w oku zakreciła…

    • Wzruszenia też są czasem potrzebne… 😉

  • Katarzyna Wojtyńska-Stahl

    Piękna historia…

    • Dziękuję. Obiecałam sobie, że będę częściej otwierała się na takie historie, bo one same przychodzą czasami…

  • Ale ładna historia 🙂 Staram się tak robić, a w miłości.. naprawdę zakochuję się każdego dnia. Powtarzamy sobie z moim narzeczonym, że dzisiaj kochamy się bardziej niż wczoraj, ale mniej niż jutro 🙂 To bardzo buduje związek, bliskość i zaufanie.

    • To genialnie! Związek to jest niezła sztuka kompromisu. . Zatem życzę Wam udanego zakochiwania się na nowo każdego dnia 🙂