TAAAKIE ŻYCIE

COCO JAMBO I DO PRZODU!!!

Jestem dzieckiem lat dziewięćdziesiątych. Choć urodziłam się ciut wcześniej, to lata z dziewiątka z przodu już zawsze bezwątpienia będą mi się kojarzyły z beztroskimi latami dzieciństwa. A jest co wspominać…

To będzie nieco sentymentalny wpis. A to wszystko przez Mr. Presidenta. Tak właśnie przez niego. W ubiegły weekend przeniosłam się w czasie, a to wszystko dzięki kapsule czasowej, jaką okazał się koncert 90’s Superstars Festival w parku rozrywki w Zatorze – Energylandia. Było genialnie – wytańczyłam się jak diabli i wyszalałam na wszelkich możliwych kolejkach i karuzelach. Spodziewałam się, że Energylandia będzie bardziej rodzinnym miejscem, tymczasem z niektórych atrakcji schodziłam niczym pijany zając obijając się od ściany do ściany. Coco jambo i do przodu!

Niech żyje VIVA!

Ale to nie o tym będzie ten tekst. Pamiętacie może czasy kiedy telewizja kablowa w Polsce dopiero raczkowała, a z muzycznych kanałów była dostępna przede wszystkim niemiecka VIVA i niezapomniany prezenter Mola Adebisi? Zanim kablówka dotarła do mego mieszkania, to wiedzę muzyczną czerpałam właśnie z tego kanału, który wówczas był dostępny jedynie u mojej babci i dziadka. I tak po przywitaniu się z nimi, znikałam na długie godziny w pokoju szperając w telegazecie wszelkie zestawienia albumów i singli. Oj, byłam wtedy nie do zagięcia. Każdy utwór potrafiłam rozpoznać po pierwszych nutach (a wtedy jeszcze nie było programu „Jaka to melodia”) 😉

44347921

Ja ja je Coco Jambo

Pamiętam, jak w czasach mej podstawówki co drugi czwartek szkoła dzieliła się na dwa obozy: fanów Backstreet Boys i Kelly Family – wtedy właśnie w kioskach pojawiało się Bravo. Wówczas to było nasze okno na zagraniczny świat, a gwiazdy znane ze srebrnego ekranu były prawie na wyciągnięcie ręki. Później na celebryckim podium pojawiły się Spice Girls i ich nieśmiertelne Wannabe. A potem nastąpiła lawina bandów: N’Sync, Boyzone, Take That. Dla mnie najbardziej niezapomnianymi przebojami z tamtych lat jest właśnie Coco Jambo i boska Macarena, której układ taneczny jest znany wszystkim do tej pory.

I jeszcze słówko odnośnie Bravo i Bravo Girl – czytaliście z wypiekami na twarzy rubrykę Mój pierwszy raz? Teraz człowiek wie, że to były głupoty wymyślane na poczekaniu, zwłaszcza czytając „listy” sfrasowanych nastolatków. Pytanie o kaszankę bawi mnie do dziś (kto nie wie o co chodzi, dowie się tutaj).

Tylko nie wchodź teraz do pokoju!

Wówczas nie było internetu youtuba, gdzie można znaleźć wszystko. Żeby zdobyć ukochaną piosenkę trzeba było słuchać namiętnie radia, aby w odpowiedniej chwili wcisnąć przycisk Rec, by później móc przewijać bez końca ukochany utwór. I tak się siedziało przy tym odbiorniku czekając, czekając i… czekając. W końcu jest! Leci! Przycisk wciśnięty, a my nawet boimy się oddychać, aby to się nagrało. I ile razy wtedy do pokoju weszła mama albo tata z zapytaniem, co chcemy jeść na kolację. Cały misterny plan legł w gruzach, a nam pozostało znów czekać i czekać aż do następnej okazji zatrzymania na taśmie upragnionej piosenki. Chociaż teraz z wielkim sentymentem odsłuchuje się Kochanie, z czym chcesz kanapki?

Zresztą sam proces przewijania kasety był nieco skomplikowany, zwłaszcza gdy taśma postanowiła wyskoczyć sobie na zewnątrz. Wówczas brało się ołówek lub pisak i ręcznie nawijało niesforną taśmę na szpulę. Pamiętacie to?

Plaża, przyjaźń i intrygi

Słońce, plaża, może. I oni – ratownicy ze Słonecznego Patrolu. Piękni, młodzi, wysportowani. Cięli fale niczym maszynka Gilette niesforne włosie. Falujący biust Pameli Anderson i sześciopak Davida Hasselhoffa. Niezniszczalni niczym Ojciec Mateusz z Sandomierza. Dla nich nie było rzeczy niemożliwych – zawsze wychodzili cało nawet z najgorszej opresji.

Przyjaciele – serial, który kocham do dziś dnia i który cały czas mnie bawi. Zgrana paczka i do tańca i do różańca. Przyjaźń przerywana krótkimi romansami lub poważniejszymi związkami. Ale choćby nie wiadomo, co by się działo – ciągle razem.

Beverly Hills 90210 – cóż to był za serial. Bogate nastolatki spełniający wszelkie swoje zachcianki. Drogie ciuchy i jeszcze droższe samochody. W tle piaszczysta plaża i skąpe bikini. Na jeszcze dalszym planie szkoła i nauka. Za to na pierwszym – intrygi kto, z kim, i dlaczego. I tak w kółko. Aż do ciąży.

Będę na obiad!

Teraz wypowiem słowa niczym babcia z bujającego fotela – za moich czasów…

… podwórka były pełne dzieciaków. Zaraz po szkole, jak najszybciej odrabiało się lekcje, by wyjść na dwór. A jak był weekend do wiśta wio i od rana się szalało na podwórku. Nawet się nie czuło, kiedy upływały godziny, tylko w pośpiechu krzyczało się, że będziemy na obiedzie. A po obiedzie powtórka z rozrywki i zabawa do wieczora. Tyle było gier i zabaw, w które się bawiło bez końca: klasy, sznur, zbijak. Jedynym ograniczeniem była tylko dziecięca wyobraźnia.

A jak jest dziś? Pustka wypełnia pustkę. Dzieciaki owszem spotykają się, ale najczęściej wirtualnie. Nie ma neta, nie ma życia. Smutne to bardzo. Dlatego tym bardziej się cieszę, że było mi dane wychowywać się w czasach offline, kiedy nie trzeba było wciskać przycisku enter, aby zalogować się do życia. Bo życie samo było niekończącym się reality show.

Data publikacji: 30.06.2016.

  • No tak – walkman i kasety. Polowanie w radio na piosenki żeby zebrać swoje ulubione piosenki :))))

    • Ile czlowiek swojego młodego życia na to poświęcił 😉

      • ale to takie fajne było – kasety mam do dziś – nawet niedawno kupiliśmy sobie radio z magnetofonem – ale bajer !!

  • Świetne wspomnienia. Jako rocznik ’88 mam podobne 🙂 Nigdy nie lubiłam co prawda Backstreet Boys czy Kelly Family, ale za to byłam wieeelką fanką Spice Girls. A walkman to był u mnie rekwizyt obowiązkowy 🙂