TAAAKIE ŻYCIE

MAM WIĘCEJ NIŻ POTRZEBUJĘ

Kilkanaście torebek, niedomykająca się od zbyt dużej zawartości szafa na ubrania, uginające się półki od książek, kosmetyczka wypełniona ogromem różnorodnych szminek i cieni do powiek. A mimo to wciąż czasami wydaje mi się, że mam za mało. Tymczasem mam więcej niż potrzebuję.

Niedawno wróciłam z wyprawy na Kubę (relacja z podróży ukaże się w przyszłym tygodniu) i to była naprawdę dobra lekcja z życia, iż więcej nie zawsze oznacza lepiej. To był mój pierwszy wypad poza Europę i z pewnością dlatego było to również nieco brutalne zderzenie z inną rzeczywistością. Lecz takiej biedy, jak tam to jeszcze nie widziałam nigdzie indziej. Ludzie żyją tam za około 20 euro miesięcznie. Czy im to wystarcza? Oczywiście, że nie. Zatem kombinują na wszelkie możliwe sposoby, aby dorobić do marnej pensji. A ja taką kwotę wydaję w swoim osiedlowym sklepie, gdy idę po zwykłe zakupy zapełniające lodówkę.

Luksus czy potrzeba?

Perspektywa zmienia się tym bardziej, gdy coś co dla nas jest dobrem pierwszej potrzeby, jak mleko czy mydło, dla większości Kubańczyków stanowi wręcz dobro luksusowe. Nigdy nie było sprawiedliwości na świecie i nigdy jej nie będzie, ale te życiowe dysproporcje bywają trudne do zrozumienia.

I to kazało mi się zatrzymać i przemyśleć kilka kwestii. Nie chodzi o popadanie w skrajny ascetyzm oraz odmawianie sobie wszystkiego w imię wyższej ideologii, lecz o zastanowienie czy aby na pewno potrzebujemy tego wszystkiego, co definiuje nasz materialny byt. Kolejna sukienka do kolekcji, najnowszy komputer czy kolejny gadżet w stylu „muszę to mieć, a potem nie pamiętam gdzie jest schowany”.

I na co mi to?

Najlepszym przykładem udowadniającym bezsensowne gromadzenie rzeczy jest przeprowadzka. Wówczas nie ma zmiłuj – wszystkie graty trzeba znaleźć i spakować. Wówczas uświadamiamy sobie jak wiele bałaganu i niepotrzebnych przedmiotów znajduje się w naszym najbliższym otoczeniu. Zatem zamieniamy kartony na worki na śmieci i wyrzucamy, wyrzucamy, wyrzucamy i wyrzucamy. W myślach mówimy sobie – i na co mi to? Od dziś zmienię to w sobie. I to postanowienie zazwyczaj trwa do kolejnej przeprowadzki…

Jako ludzie mamy chyba zapisane w genach, że ciągle lubimy się porównywać. Tylko zamiast czerpać inspirację z historii czyjegoś sukcesu, skupiamy się na tym, iż ta osoba ma lepiej i więcej. I my też tak chcemy. Nieważne jakim kosztem, nawet jeśli po drodze gdzieś mielibyśmy zagubić siebie. W końcu liczy się zawartość portfela, dizajnerskie mieszkanie czy samochód z kilkuset końmi pod maską. Wszystko dla efektu WOW.

Szybki bilans

Za każdym razem, gdy siedząc w samolocie oczekuję na ryk silników zwiastujących rychły start w przestworza, robię sobie szybki bilans strat i zysków. I nawet, gdyby ów start nie zakończył się szczęśliwym lądowaniem, to i tak mój krótki żywot zaliczyłabym to egzystencji bardzo udanych. Bo to co najcenniejsze mam utrwalone w spojrzeniach najbliższych osób. A rzeczy? Wszelkie ruchomości i nieruchomości? One są i będą, ale naprawdę dojrzałam do myśli, że mam więcej niż potrzebuję. Pora zatem znów zrobić małe przemeblowanie w głowie, aby zauważyć to, co najistotniejsze.

Przeczytaj:

NIE PLANUJ. ŻYJ

ZRÓB SOBIE RESTART