TAAAKIE ŻYCIE

POZA LINIĄ HORYZONTU

To był cudowny poranek. Pijani szczęściem wracaliśmy do swojego mieszkania. Usiedliśmy na chwilę na przystankowej ławeczce na Bramie Portowej i jak zakochani wariaci opowiadaliśmy sobie o wspólnych planach i wspomnieniach. Kilka godzin snu, odprężająca kąpiel i byliśmy gotowi na relaksującą niedzielę. Lody, kawa, kino. Śmiejąc się szliśmy pod ramię. Do momentu aż zadzwonił telefon.

Słowa, których nie chciałam usłyszeć

Na wyświetlaczu pojawiło się imię Wojtka – bliskiego kolegi, z którym dawniej realizowaliśmy wiele wspólnych projektów.

– Możesz rozmawiać?

– Tak. Mów co Cię do mnie sprowadza.

– Grzesiek nie żyje. Zabił się.

Z tamtej chwili pamiętam jedynie potok łez, od których telefon wyślizgiwał mi się z ręki.

– 27 lipca będzie jego pogrzeb. Przyjdziecie?

– Przyjdziemy.

Bo przecież kto nie narzeka?

Grzesiek był wspaniałym chłopakiem. Zawsze radosnym, zawsze pomocnym. Typ człowieka do rany przyłóż. Żeglował i żył żeglarstwem. Uwielbiał swoją pracę, choć na kilka miesięcy przed swoją śmiercią, skarżył się na zmiany jakie w niej następowały. Ale przecież kto nie narzeka na swoją pracę? Przynajmniej tak mi się do tamtej pory wydawało. Krótkowzroczność nie pozwalała dojrzeć mi innych problemów.

Zanim odszedł, na swoim facebookowym profilu zamieścił tekst szant Tri martolod:

E vonet gê veajiñ, gê!

E vonet gê veajiñ, gê!

Tri martolod yaouank… la la la…

Tri martolod yaouank e vonet gê veajiñ.

Tri martolod yaouank… la la la…

Tri martolod yaouank e vonet gê veajiñ.

 

czyli:

Podróżowali z wiatrem!

Podróżowali z wiatrem!

Trzej młodzi żeglarze… la la la…

Trzej młodzi żeglarze podróżowali z wiatrem.

Trzej młodzi żeglarze… la la la…

Trzej młodzi żeglarze podróżowali z wiatrem.

 

Ten jeden telefon

Nie wiem czy to było pożegnanie czy nie. Do tej pory nie mogę uwierzyć w jego śmierć, że to była jego samodzielna decyzja. Żałuję tylko jednego – nieodebranego telefonu. Pieprzonego telefonu, który złośliwie się rozładował. Telefonu, który być może uratowałby mu życie. Telefonu, który nie powinien pozostać bez odpowiedzi. A pozostał…

27 lipca 2011 roku, godzina 14. Pożegnalna msza, dużo młodych ludzi. Na ich twarzach łzy i znaki zapytania. Kondukt żałobny do miejsca pochówku. Niewielka urna kryjąca prochy kolegi. Kolegi, z którym powinniśmy pójść na piwo i pożartować, a nie patrzeć jak jego cielesna pozostałość chowa się w ciemnościach. Płacz matki krzyczącej Oddajcie mi syna, oddajcie mi syna, gdy ziemia zabierała go na zawsze.

To wspomnienie jest wciąż we mnie żywe. Grzesiek 15 września skończyłby trzydzieści jeden lat. Tyle mógł zrobić, tyle przeżyć. Lecz nić jego życia została brutalnie i bezpowrotnie przerwana.

Czy jest mu lepiej?

Poza linią horyzontu, patrzę i zastanawiam się gdzie on może teraz być. Czy jest szczęśliwszy? Czy jest mu lżej? Czy gdyby mógł, to cofnąłby czas?

Gdzieś jest, to wiem na pewno, bo chwilami czuję jego obecność i kumpelskie poklepanie po ramieniu.

Grzesiu – wiedz, że byłeś, jesteś i będziesz w mojej pamięci. Dziś są moje imieniny i pozwól, że jak co roku, tak i w tym wypiję kieliszek wina za nasze wspólne przygody i wspomnienia.

Jedynie w dotykającym nas nieszczęściu, jakby bolesne nie było, powinniśmy znaleźć to, co uczyni nas innymi i silniejszymi wobec problemów naszych i świata. Na szczęście w każdym z nas na zawsze pozostaje cząstka tych, którzy już nie powrócą. Dzięki Tobie Grzesiek na pewno nie jesteśmy tymi samymi ludźmi niż byliśmy przed poznaniem Ciebie. Dziękuję ja, dziękujemy my… że byłeś… że będziesz na zawsze w naszej pamięci.

Data publikacji: 27.07.2016 r.

  • Współczuję z całego serca. I wiem jedno: nie możesz się obwiniać. Pewnie nie raz tak myślisz, ale to naprawdę nie jest Twoja wina…. to był dorosły człowiek, który za siebie zadecydował. Niestety, często tak się zdarza, że odchodzą Ci, po których najmniej się tego spodziewaliśmy.

    • Wiesz, po tej historii wyostrzyła mi się „czujka”. Ostatnio poznałam bardzo ciekawą osobą. Radosną, wesołą, strzelająca dowcipami jak z rękawa. A przy bliższej rozmowie okazało się, że czasami problemy tak go przygniatają, że zastanawiał się nad ucieczką…

  • Czas leczy rany – idiotyczny frazes ale faktycznie z czasem wszystko mniej boli. Nie wiemy nigdy co „siedzi” w drugim człowieku więc nieraz nie wolno oceniać i krytykować zachowań innych

    • To prawda. Sama miałam takie dwie sytuacje, w których pierwsza ocena okazała się błędna. Ale to będzie chyba temat na inny wpis…