PODRÓŻE

I „NIE MA PROBLEMA”…

DSC05061_3

…CZYLI WŁOSKI LUZ.

Natalia – nie ma problema. Wszystko będzie dobrze. Ok? Słyszałam te słowa prawie codziennie podczas swojego dwumiesięcznego pobytu we Włoszech w zeszłym roku. Wtedy jeszcze nie prowadziłam swojego bloga, ale dziś tęskniąc za słońcem wzięło mnie na wspomnienia. Usiądźcie sobie wygodnie, a ja Was zabiorę w krótką podróż po włoskiej mentalności.

Festina lente, czyli spiesz się powoli

DSC04481_2Choćby się waliło i paliło nic nie powstrzyma Włochów przed siestą. W godzinach 13.00 – 15.00 ulice zamierały, a sklepiki miały wywieszoną w drzwiach tabliczkę z napisem chiuso czyli zamknięte. To czas przeznaczony na odpoczynek i rodzinne zjedzenie posiłku. I nieważne, że gonią terminy. U nich nie było czegoś takiego na już-teraz, albo jak to u nas – na wczoraj. Oni na wszystko mieli czas. Powoli, bezstresowo, bez zbędnego pośpiechu, który tworzył zbędne zmartwienia. Na początku było to dla mnie niezrozumiałe. Ba, nawet frustrujące. Wszak Polacy są istotami działającymi szybko i konkretnie (oczywiście wyjątki od reguły też się zdarzają). Jest problem do rozwiązania – to zajmujemy się nim od razu. I jesteśmy „multi-funkcjonalni” – potrafimy robić wiele rzeczy jednocześnie. Tylko, że coś, co my potrafimy załatwić w godzinę – oni potrzebują na to cały dzień z trzema przerwami kawowymi, no i oczywiście siestą.

We Włoszech każdy ma swoją określoną rolę, w efekcie biurokracja rośnie w siłę. Nie zapomnę, jak mieszkając w Rimini co środę i sobotę wystawiał się targ, na którym można było kupić przede wszystkim ubrania, torebki i buty. Mieszkańcy nadawali temu wydarzeniu taką rangę, że na jednym malutkim rondzie wyobraźcie sobie był nie jeden, nawet nie dwóch policjantów kierujących ruchem. Czterech mundurowych stało na rondzie i wskazywało kierunek jazdy, a na dodatek rozmawiając między sobą przez krótkofalówki! Przecież rondo samo w sobie służy do tego, aby z założenia ruch przebiegał płynnie. Okazuje się jednak, że nie we Włoszech.

Wielbiciele kobiecych wdzięków

Włoscy panowie na widok pięknej kobiety nie szczędzą w słowach i gestach okazujących ich adorację. Jedni potrafią zrobić to z pewnego rodzaju finezją, komplementując obiekt swych westchnień posyłając buziaki i wyśpiewując bella donna. Ale niestety, nie brakuje też takich osobników, którzy swą atencję uzewnętrzniają chamskimi gwizdami i wygłodniałym spojrzeniem. Tylko Ci drudzy tak naprawdę są mocni tylko w gębie. Wystarczy na nich huknąć i już uciekają niczym pies z podkulonym ogonem. Poza tym jest kilka uniwersalnych polskich słów, które są znane na całym świecie – a ich wypowiedzenie zawsze skutkuje wycofaniem się takiego nadgorliwca 😉

Uwaga na decybele

Włosi są diabelsko głośni. Rozmawiając się i śmiejąc wytwarzają takie decybele, że aż uszy bolą. Wszyscy przekrzykują siebie nawzajem tworząc kakofonię dźwięków. A Ty jako świadek konwersacji nie nadążasz za rozmówcami i niczym na meczu tenisa Twoja głowa lata z jednej strony na drugą próbując złapać nadawcę słów (jak dla mnie to rzecz niewykonalna). Dlatego prędko się uczysz, że musisz po prostu wychwytywać to, co najważniejsze, a resztę po prostu łapać jednym uchem, a wypuszczać drugim. Dla własnego spokoju.

DSC04149_2

Od mojego powrotu z Włoch minęło już kilka miesięcy. I wiecie co? Okazało się, że trochę mi brakuje tego włoskiego luzu i takiego zdrowego dystansu do rzeczywistości. Nieśpiesznych chwil na głębszy oddech i spojrzenia na codzienność z nieco innej perspektywy. Celebracji momentów spędzonych samych ze sobą i w gronie najbliższych. No i tęsknię za tym słońcem, wąskimi uliczkami i kawiarnianym gwarem. I tak sobie jeszcze myślę, że może faktycznie czasami lepiej zamienić „jest problem” na „nie ma problema”? 😉

DSC05037_2

Data publikacji: 12.04.2016.

  • Sylwia

    Bardzo cenne informacje dla potencjalnych turystów. Dziękuję 🙂

  • Hiszpanie i Włosi są bez dwóch zdań „pokrewnymi duszami”;) Właśnie piszę o typowym dniu Hiszpana i moje obserwacje są bardzo podobne do Twoich. A im bardziej na południe tym mniej problemów widzą:D Bardzo ładne zdjęcia:) Od razu się człowiekowi cieplej robi:)

    • Mam w zanadrzu jeszcze kilka podróżniczych wpisów. Muszę nadrobić zaległości, a zdjęcia – obiecuję też będą! To, co Aniela – wrzucamy dziś na luz i rozkoszujemy się dniem? 🙂

      • Chciałabym! Ale całe popołudnie uczę małe i większe Hiszpaniątka angielskiego:D Czasem przychodzą na zajęcia z odgniecioną na buzi poduszką, bo dopiero co skończyły siestę;)

        • Patrz, a będąc w przedszkolu człowiek tak narzekał na leżakowanie, a teraz by królestwo za to oddał :p

  • Podróżując po Kalabrii spotkałam się z wyrażeniem „dolce far niente” które chyba najbardziej przypadło mi do gustu 😉

    • Hihi. Słodkie nieróbstwo – to faktycznie pasuje idealnie 🙂

  • Czytając Twój tekst miałam przed oczami włoski świat – mam dokładnie takie same wspomnienia:) Zazdroszczę tego, że mogłaś spędzić tam tak dużo czasu!

    • I powiem Tobie, że ciągnie mnie znów do tych Włoch i to bardzo bardzo. Zakochałam się w ich języku i tym swobodnym podejściu do życia. Nawet nie sądziłam, że ten włoski klimat tak mnie wciągnie 🙂

  • kurcze, chyba byłabym tam szczesliwa… 😀

    • Chyba tak 🙂 Ale to już sama musiałabyś się o tym przekonać. To, co – kierunek Włochy? 😉

  • Fajnie piszesz, tak szczerze. Każdy kraj południowy jest dla mnie kontrastem, kiedy wylatujemy z Finlandii, gdzie jest…”cisza wszędzie”.

    • A ja właśnie jeszcze nie byłam w krajach skandynawskich, a ciągnie mnie tam bardzo. Długo tam jesteście?

      P.S. No i dziękuję za komplement. Aż gęba sama się śmieje 🙂

      • Jesteśmy tak przerywanie już 3 lata (o matko, właśnie to do mnie dotarło) i już mnie gdzieś niesie. Pisz, pisz, masz to coś 🙂

        • No to teraz aż się zarumieniłam :p Trzy lata – to już kawałek czasu. Aż jestem ciekawa jak Wam się tam żyje… To już Wasze miejsce na ziemi czy planujecie wrócić?

          • Nasze życie wiedzieć pod hasłem „nie planujemy” 🙂

          • To podobnie jak ja my z mężem. Po prostu dajemy ponieść się życiu 🙂