TAAAKIE ŻYCIE

ZABIERZ MNIE ZE SOBĄ

Szczur to czy kot? Zastanawiali się przechodnie. Ale każdy szedł w swoją stronę zajęty własnymi sprawami. Żar lał się z nieba niczym gorąca zupa do talerzy. Puchata kulka schowała się pod samochodem, szukając schronienia oraz odrobiny cienia. Niby chciała być niewidoczna, a jednak cichutkim miauczeniem domagała się uwagi.

Nie ma chyba miesiąca żebyśmy z mężem kogoś lub czegoś nie ratowali: mężczyznę mającego atak padaczki, otumanionego alkoholem osobnika, który prawie by wpadł pod autobus, potrąconego psa… I można by tak wymieniać długo i długo. Czemu to nam się ciągle przytrafia? Prawdopodobnie dlatego, że nie odwracamy głowy w przeciwną stronę od niechcianego problemu. Po prostu – trzeba działać, to działamy. Teraz znów przyszła kolej na kota.

Uparty jak diabli

Uparciuch powinieneś mieć na imię – tak mówiłam do kocurka, próbując wyciągnąć go spod auta. Próbowałam wszelkich sposobów na jakie pozwalała mi zawartość torebki. Nawet nabiłam chusteczkę na końcówkę słuchawek chcąc zmajstrować na szybko jakąś zabawkę. Owszem, udało mi się wywołać chwilowe zaciekawienie, ale strach kociaka był jednak silniejszy. Wskoczył od dołu we wnękę i siedział pod maską.

Zabierz mnie ze sobą – usłyszałam ciche pragnienie bezpieczeństwa.

Wyłaź wariacie, bo inaczej silnik cię wciągnie i nic z ciebie nie będzie. Nie posłuchał. Wkrótce wokół mnie zaczęło robić się małe zamieszanie, bo jednak kobieta leżąca prawie pod samochodem i z pozoru gadająca do siebie, raczej nie należy do codziennych widoków.

Może w czymś pomóc?

– Kota próbuję wyciągnąć.

– A to pani kot?

– Nie, nie mój.

– To co się pani nim przejmuje?

Miałam wsparcie

No bo tak już mam i kropka. Cała akcja działa się w Świnoujściu przed Terminalem Promowym. Dlaczego o tym piszę? Bo pracownicy terminalu zasłużyli na medal. Również zainteresowali się całą sytuacją i od razu postanowili mi pomóc. Szybko zlokalizowali właściciela pojazdu i wspólnymi siłami próbowaliśmy wyciągnąć kociaka. Ale ani klakson, ani trzaskanie drzwiami, ani chwilowe odpalenie silnika nie okazały się sposobami skutecznymi. Próbowaliśmy nawet zwabić kota internetowym nagraniem miauczenia, ale maluch niepewnie wystawił tylko głowę, ale zaraz potem ją schował.

Nic nie wymyślimy. Musimy zabrać auto na kanał.

I tak też się stało. Panowie przepchali samochód na wewnętrzny warsztat i tam akcja ratownicza miała swą kontynuację. Kot tak wcisnął się w środek auta, że wyciągnięcie go było niemałym wyczynem. Ale udało się. Brudny jak noc uczepił się mego ramienia. Moja biała bluzka prędko stała się szara, jednak nic to. Ważne, że kolejne stworzenie udało się ocalić.

Tylko co z nim teraz zrobimy? – zapytał mąż.

– Chyba mam pomysł…

Jeden telefon, a w nowym domu dla kociaka czekało już na niego mleko i najlepsi właściciele.

I co można pomagać? Można. Tylko trzeba chcieć.

PRZECZYTAJ: http://wyszimpluj.pl/poruszyles-moje-zycie/

 

Data publikacji: 12.09.2016 r.

14273425_1452696931412982_710177241_o

14285229_1452695224746486_1861363270_o

DSC_0009

DSC_0006

  • Mam nadzieję, że kociakowi podoba się w nowym domu? 🙂

    • No pewnie. Swoją radość z nowego domu okazuje podgryzając kable i inne przedmioty :p

  • Witaj w klubie – przez nasz dom przewinęło się dziesiątki psio-kocio-jeżowo-zwierzętoworózniastych podrzutków. Nie potrafię nie widzieć. Zresztą podobnie jak Ty i dlatego tyle widzimy. Najprościej powiedzieć „To co się pani nim przejmuje?” Ale jak później spać ? Jak później patrzeć na swoją facjatę w lustrze??

    • Gdybym mogła to przybiłabym Tobie piątkę!!! Fajnie wiedzieć, że są dookoła ludzie, którzy nadają na podobnych życiowych częstotliwościach 😀

  • Świetna historia! W zabieganym świecie zapominamy o takich rzeczach 🙂

    • Dlaczego czasem warto się zatrzymać i zobaczyć czy jakaś dwu bądź czteronożna istota nie potrzebuje naszego wsparcia 😉